Czyli bardzo zaległy, bo majowy, wypad do Włoch. A do kilku rzeczy Włosi mają talent. Na przykład do jedzenia. I do budowania małych, uroczych miasteczek, pełnych rowerów, kawiarenek i wesołych ludzi. No i Fiord. Wyszedł im rewelacyjnie.










































(Tak, na chodniku leży Jezus. Tak, ma na sobie skarpetki z Zakopanego. Tak, korzysta z encyklopedii i kapci dżinna...)















